Blog
W tamtym roku coś we mnie zgasło
Rok 2025 był dla mnie najtrudniejszym jaki do tej pory miałam okazję doświadczyć. Ale pomimo trudności wiem, że był szalenie potrzebny.
Nie tylko ja dostałam niezłe lekcje do przerobienia. Czułam całą sobą, że pomimo własnych trudności jestem komuś potrzebna. Odważyłam się wyjść do świata i zaoferować pomoc dla osób, których kryzys i życiowe zmiany również dotknęły. Bolesne rozstania z miłością życia, decyzje, które wymagały odwagi, prawda, która nie zawsze była delikatna.
Widziałam to na sesjach z moimi klientkami ale też czułam całą sobą, jak energia tego roku dociska mnie do podłogi. Jak moja własna prawda przebija się przez grubą skorupę Ego. Jak to, co bezpieczne znikało we mgle bezsensu istnienia. Zrozumiałam, że to za czym goniłam, czego pragnęłam z poziomu czysto materialnego, nie ma żadnego znaczenia. Sukcesy, osiągnięcia, sukcesywnie odhaczane zadania na liście „do zrobienia” stały się w mgnieniu oka tak istotne, jak ziarenko piasku na Saharze, które rozwiał wiatr.
Czułam się jakby na tej pustyni ktoś mnie zostawił. Że słońce wypala w moim sercu dziurę a ta pustka i cierpienie nigdy się nie skończą. Byłam oddalona od swojego serca, Duszy i prawdy o miliony lat świetlnych. Były momenty, gdzie czułam ból całego istnienia. Każdej przekroczonej granicy, każdego odrzucenia, każdej kary po wstydzie.
Jak to możliwe – pytałam. Skoro nic się nie dzieje? Mam stabilną pracę, dom, męża, zdrowie dziecko. Buduję dom. Tyle już osiągnęłam. Mam wsparcie rodziny. A jednak ona przyszła. Jak echo, które dawno zostało wypowiedziane ale dopiero teraz mogło być usłyszane.
Depresja.
Przyjaciółka, która przyszła do mnie, by powiedzieć mi: Dość. Wystarczy. To koniec.
Koniec udawania sama przed sobą, że jest dobrze. Że robisz to, co kochasz. Że nie chcesz czegoś więcej.
Koniec zamiatania pod dywan swoich potrzeb, pragnień i ognia. Ognia, który palił się we mnie od zawsze, ale pozwoliłam mu gasnąć. Tak po cichu, każdego dnia. A gdy płomień zaczyna gasnąć, zaczynasz być coraz bardziej chłodna. Potem zimna. Aż w końcu emocjonalnie zamarzasz.
Numerologiczna dziewiątka niesie ze sobą energię końca. I ja czułam jak jakaś część mnie odchodzi. Bo jestem tą cholerną dziewiątką. I ten rok był tą cholerną dziewiątką. I choć chciałam uciekać, by jeszcze przez chwilę zostać w tym, co znam – nie mogłam. Bo to bolało jeszcze bardziej.
Musiałam pozwolić odejść temu, co już nie było moje. Z czego już wyrosłam. Na co byłam już za duża. Musiałam pozwolić, by rola ofiary, ratowniczki i kata odeszła, a w jej miejsce przyszła rola twórczyni swojego życia. Nowa Ja nie mogła już wziąć w dalszą podróż energii bycia niewystarczającą, niegodną, niedojrzałą. Plecak pełny słów: „nie dam rady”, „jestem na to za mała”, „niech ktoś mnie uratuje” musiałam zostawić na zewnątrz.
Jedyne czego zostawić nie mogłam to moich lęków. Przed śmiercią moją i moich bliskich. Przed utratą zdrowia. Przed byciem odrzuconą. Z tym musiałam się zmierzyć. Nie na zewnątrz, ale w środku. Stanąć twarzą w twarz z tym, co bolało najbardziej.
Z bezsilnością.
Tą samą, którą czułam będąc dzieckiem patrzącym jak tata przegrywa walkę z alkoholem. Tą samą, gdy byłam zawstydzana przed całą klasą. Tą samą, gdzie nie mogłam zmienić decyzji podjętych w przeszłości.
Jednak bezsilność ma w sobie coś, czego nie da się otrzymać inaczej. To poddanie się, odpuszczenie i zaufanie. Bezsilność oznacza koniec walki. Najczęściej tej samej ze sobą. Bo gdy opadasz z sił nie jesteś w stanie szarpać się ze sobą i z życiem. Po prostu jesteś.
I w tym jednym słowie JESTEM odbyła się prawdziwa transformacja.
Jeszcze nie czuję jej w pełni. Jeszcze wszystko się układa w sercu. Ale pewna jestem jednego. Moja Dusza już nie jest w stanie udawać. Udawać, że chce mniej, gdy chce więcej. Udawać, że jest dobrze, gdy dobrze nie jest. Udawać, że chce robić „to”, chociaż tak naprawdę woła ją coś zupełnie innego.
Dzisiaj coraz wyraźniej słyszę swój wewnętrzny głos. I ten głos, dar, który otrzymałam, nie chce być już uciszany. Czy świat jest gotowy usłyszeć moją prawdę? Nie wiem. Nie mnie o tym decydować. Moją rolą jest pomóc Ci usłyszeć siebie i zobaczyć to, kim jesteś naprawdę.
I to zamierzam robić w tym i w następnych latach.
Więc, jeśli refleksje nad sensem istnienia, samoświadomość i tworzenie życia w zgodzie ze sobą jest Ci bliskie – zapraszam Cię do wspólnej wędrówki. Wędrówki, gdzie łączą się DWA ŚWIATY*.
*dwa słowa dla wtajemniczonych.
Wszystkiego magicznego,
Dorota